
Idąc za łaską powołania… – świadectwo s. Judyty
10 września, 2026
Harmonogram spotkań dla kobiet na rok 2026/2027 w Łodzi
21 września, 2026Mam pisać o powołaniu. Może rozpocznę tak…
Moim zdaniem powołanie to „coś” co jest głęboko ukryte w naszej tożsamości.
Żeby się dowiedzieć jakie jest nasze powołanie, trzeba przejść drogę odkrywania go, krok po kroku. Ja jednak nie poszłam tą drogą i założyłam z góry, że moim powołaniem jest wyjście na mąż, bycie matką, posiadanie domu. Tak było do momentu, kiedy ksiądz na rekolekcjach ignacjańskich zapytał mnie o moje powołanie.
Wtedy odpowiedziałam, to, co zakładałam i zaczęło się… Moja odpowiedź nie dawała mi spokoju, a wręcz przyniosła niepokój. Od tego momentu moja modlitwa była szarpaniną z Bogiem: były „kłótnie”, okresy milczenia i obrażania się. W głębi serca przeczuwałam, o co chodzi i trudno było mi się na to zgodzić. Pan Bóg dawał mi znaki już wcześniej: pragnienie milczenia i głębszej modlitwy, czytania i słuchania Słowa Bożego, zaproszenie do codziennej Eucharystii, modlitwy różańcowej i brewiarzowej, adoracji, a nade wszystko pragnienie wielkiej MIŁOŚCI, której człowiek nie może dać, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam.
Musiałam skapitulować i droga odkrywania mojego powołania stała się jak układanie puzzli.
Modliłam się, słuchałam Słowa, słuchałam serca, słuchałam danych mi ludzi, czytałam dobre książki.
W podjęciu ostatecznej decyzji pomogła mi Maryja. Pojechałam w pielgrzymce do Medjugorje z intencją utwierdzenia mnie, że to jest to, do czego Bóg mnie zaprasza. I Maryja odpowiedziała. Zawsze mogę na Nią liczyć. Nigdy się nie zawiodłam i tak jest do dziś.
Niech Bóg będzie uwielbiony w przedziwnych drogach swoich!
s. Jona od Jezusa i Maryi




