
Rozpoczęcie nowicjatu w Łodzi
25 września, 2026
Imieniny Matki Generalnej Wiktorii – dzień wdzięczności i wspólnoty
28 września, 2026Rozpocznę moje świadectwo od refleksji, że ciekawie jest opisywać własne doświadczenie z perspektywy „świadka”, bo tym właśnie jest świadectwo. Takie spojrzenie pozwala mi wrócić do przebytego już etapu drogi i uwielbić Boga za wielkie rzeczy, które czyni…
Samo powołanie jest dla mnie nieustannym odkrywaniem tajemnicy. Niekiedy jej fragmenty zostają rozjaśnione, co jeszcze głębiej zanurza mnie w przekonaniu, że jest ono darem niewysłowionym i ukrytym. Nie będę w stanie napisać wszystkiego i nie jest to celem tej wypowiedzi. Sama zresztą wciąż odkrywam nowe elementy, które składają się na całość tej drogi.
Napiszę o mojej drodze powołania krótko, ujmując je w kilku punktach, które są jedynie ogólnym zarysem:
- Pamiętam, że od dzieciństwa i przez lata młodości nosiłam w sobie pragnienia, które skłaniały mnie do poszukiwań i stawiania pytań. Nie było mi obojętne, jaką drogą mam pójść, a ponieważ Bóg nie był w moim życiu obojętną postacią, lecz ważną Osobą, pytałam Go i prosiłam, by wskazał mi drogę. W tym czasie należałam do grupy młodzieżowej przy parafii, brałam udział w rekolekcjach, wędrowałam w pielgrzymkach na Jasną Górę.
- Bóg odpowiadał na moje pytania — subtelnie i delikatnie, ale odpowiadał. Brałam pod uwagę Jego wskazówki, dawane mi znaki. Był jednak czas, gdy do odpowiedzi, których mi udzielał, oczekiwałam jeszcze „dopowiedzeń”. Niekiedy jest to potrzebne, ale można w ten sposób wpaść w błędne koło nieufności i ucieczki.
- Nadszedł moment, w którym przestałam czekać na dopowiedzenia ze strony cierpliwego i łagodnego Boga. Dopowiedzeniem stała się moja odpowiedź — już nie pytanie, lecz odpowiedź. Z kropką na końcu, nie z przecinkiem. Z kropką i miejscem na to, co nadejdzie, a nie na to, co sama wykreuję. Pan Bóg posłużył się prostym, ale nieoczekiwanym pytaniem bliskiej mi osoby, które zapadło w moje serce jak pieczęć. Nie mogłam zaprzeczyć temu co się dokonało we mnie. Te słowa wyryły się mocno i głęboko. I tak zgłosiłam się do Sióstr Karmelitanek Dzieciątka Jezus. Za tą decyzją poszła lawina zmian: między innymi wypowiedzenie z pracy, którą bardzo lubiłam, oddanie wynajmowanego mieszkania, oddalenie od rodziny, którą kocham, a także wkroczenie w nowe miejsce i poznanie nowych osób. Wiadomo — każda decyzja niesie ze sobą konsekwencje. Warto zwrócić uwagę, że brak konkretnej decyzji również jest decyzją, i również niesie ze sobą konsekwencje 😊
- Nie mogę pisząc świadectwo o moim powołaniu, nie uwzględnić tego, że Bóg zna mnie do głębi. Znał i zna moje najgłębsze pragnienia, które jako dziecko „wysyłałam” do Nieba, patrząc w nie. Wiedział lepiej niż ja sama, czym się kierowałam i co mnie powstrzymywało. Wiedział, że dopiero w przyszłości odkryję ogrom Jego czułości na każdym kroku mojego życia oraz mądrość Jego prowadzenia w przestrzeni wolności, którą zawsze obdarza człowieka. Wiedział, że nie od razu dostrzegę, jak wiele spraw, które wydawały mi się błahe, miało w moim życiu niebagatelne znaczenie. Znał mnie i zna — i miłuje. Wiedział, dlaczego powołuje mnie właśnie do tego Karmelu. Od początku formacji aż do dzisiaj, sama odkrywam i coraz lepiej rozumiem, dlaczego właśnie TUTAJ, i jestem Mu za to wdzięczna. Droga powołania to droga decyzji, ale i nieustannego odkrywania tej przestrzeni.
- Na zakończenie zaświadczam, że moje powołanie jest drogą całego życia i ma swój początek w Bożym zamyśle trwającym od wieków. Mam świadomość, że Jego zamysł obejmuje każdego człowieka, jednak wiedzieć o tym, a głęboko tym żyć, to różne perspektywy. Bóg zamyślił mnie i POWOŁAŁ do życia wołaniem Miłości, którą JEST. Codzienność, choć bywa trudna, jest pełna tej Miłości.
s. M. Ewangelina




